kolekcje

Dzisiaj postanowiłem napisać o jednej z alternatywnych metod pomnażania pieniędzy.

Będąc na studiach kupiłem kolekcjonerskie paczki banknotów z PRL. Były to głównie banknoty kolekcjonerskie o nominale 50 zł. Kupiłem też zestawy banknotów od 10 zł do chyba 20.000 zł. Na każdej z tych mini inwestycji zarobiłem. Były to oczywiście inwestycje „na próbę”.

Próba wyszła dość zachęcająco. Paczki banknotowe rozrywałem i sprzedawałem z zyskiem 100% po sztuce, praktycznie od razu po zakupie. Oczywiście jest to zabawa dla osób, które lubią biegać na pocztę, by wysłać banknocik i zarobić bardzo niewielkie grosze. Ja jednak często chodziłem na pocztę, więc jeden liścik więcej nie robił mi różnicy. Zresztą bardzo lubię handlować na allegro, więc to była dla mnie czysta przyjemność. Dzisiaj, po studiach nie mam już jednak czasu na takie zabawy. Z tego powodu sprzedawałem w tym (i pod koniec poprzedniego) roku całe paczki bankowe. Dodam, że niektóre były lekko pogięte, przez co taniej kupiłem, rozłożyłem paczkę, każdy banknot schowałem do książki i po około 10 latach sprzedałem z ponad 100% zyskiem w paczkach 100 sztuk. Ciężko mi dokładnie ocenić jaki procent zarabiałem rocznie, gdyż nie zapisałem sobie w którym roku je kupiłem (na upartego pewnie bym znalazł jeszcze maile od allegro z informacją o wygranej aukcji), ale średnio na pewno wychodzi ponad 10% rocznie (wcale nie dziele 100% na 10 lat 🙂 ). Dlatego tego typu inwestycje alternatywne oceniam na bardzo sensowne.

Czemu rośnie wartość pieniędzy, które wyszły z obiegu? Po pierwsze gdybyśmy te same pieniądze ulokowali w banku, w czasach PRL, ich wartość rosła by rocznie o powiedzmy 4-5%. Ktoś zamiast wymienić banknoty (czy monety) z PRLu na nowe pieniądze i zamiast trzymać je w banku, odłożył je na półkę. Skąd bierze się w takim razie przyrost wartości tego typu pieniędzy? Z tej samej strony, z której przyrasta wartość pieniędzy w banku – od ludzi, a dokładniej od społeczności kolekcjonerów.
Jeśli dzisiejszym nowym złotym wartość nadają jej właściciele, którzy rozliczają się w nim na co dzień kupując potrzebne im produkty, to banki zarabiają na obracaniu tymi pieniędzmi. Każdy kto zarabia i płaci podatki w PLN, nadaje im wartość. Tak samo wartość pieniądzom, które wyszły z obiegu nadają kolekcjonerzy.
Dodać należy, że gdy wpłacisz PLNy do banku, po uzyskaniu dochodu w wysokości 2-4%, zapłacisz podatek Belki. Kupując banknoty, które wyszły z obiegu, nie zapłacisz, jeśli masz je dłużej niż 6 miesięcy (od ostatniego dnia miesiąca, w którym je kupiłeś). Oczywiście powierzenie PLN bankowi, by umieścił je na lokacie jest pewniejsze.

Zabawa w kolekcjonowanie to swego rodzaju piramida finansowa, ale co nią nie jest? ZUS też jest piramidą finansową, zakup w hurtowniach, a następnie w sklepach też jest. Nie rozumiem czemu ludzie obawiają się tak bardzo piramid finansowych (także MLM nazywane są piramidami). Wszystko kiedyś może upaść, zarówno ZUS, jak i MLM (swoją drogą planuję osobny artykuł na ten temat) jak i inwestowanie w kolekcje, jak i system w którym żyjemy. W świecie nie ma nic pewnego.

A propo niepewności. Pisałem w artykule o złocie o zakupie sztabki combibar. Może monety kolekcjonerskie nie są zbyt dobrym zamiennikiem wartości w czasie działań militarnych, jednak w czasie okupacji jak najbardziej. Jeśli okupant nałoży na nas obowiązek posługiwania się swoją walutą, zawsze „po cichu” można rozliczać się w monetach i banknotach, które mają sensowne zabezpieczenia i były produkowane wcześniej – np banknoty z poprzedniej epoki PRL. Niemcy po wprowadzeniu euro, rozliczali się (niektóre firmy oczywiście) wyłącznie w banknotach euro drukowanych w Niemczech (numery seryjne), co sprawiało, że były droższe niż normalne euro. Taką samą taktykę można zastosować w przypadku okupacji.
Do tego dochodzi oczywiście zaspokajanie potrzeby gromadzenia pewnych przedmiotów (psychologia zbieracza). To wszystko nadaje wartość tym pieniądzom (zapewne są jeszcze inne powody, dla których mamy popyt na kolekcjonerskie przedmioty i pieniądze).

Interesuje się starymi banknotami, a szczególnie monetami. Banknoty stare były piękne, monety przetrwały do dziś. Moim zdaniem warto inwestować w antyki (wartość sentymentalna) oraz w nowe monety ze srebra, złota (jeśli kogoś stać). Myślę również nad monetami z PRL, które są w „modzie”, gdyż jest na nich większy ruch – łatwiej je sprzedać. Wybór należy do osoby, która chce się w to zaangażować. Należy jednak brać pod uwagę, że należy się na tym znać.

Oprócz sytuacji, w której ktoś może sprzedać przedmiot drogi, za stosunkowo niskie pieniądze (lub kupić drogo mało wartą monetę), gdyż nie jest świadomy wartości kolekcjonerskiej przedmiotu, warto zwrócić uwagę, że trafiają się fałszywki. Przyznam szczerze, że należy mieć podstawową wiedzę jeśli chodzi o inwestowanie, sprawdzać ceny TRANSAKCYJNE na allegro, nie oferty, by nie dać się oszukać. Dodatkowo warto zakupić książki związane z tą tematyką. Nie polecam jednak specjalizować się w tej materii, gdyż znajomi, którzy zawodowo handlowali antykami, pozamykali swoje biznesy. Warto zajmować się tym dodatkowo, jako hobby i w dość niewielkim wymiarze. Dodam na koniec, że znam wielu adwokatów, którzy lubią kolekcje, czyli popyt występuje ze strony „smart money”. Polecam inwestować alternatywnie nie więcej niż 10% kapitału przeznaczonego na inwestycje

Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *