kumoterstwo i nepotyzm

Maciej Wieczorek jest moim zdaniem bardzo dobrym biznesmanem. Jednak dzisiejsze wystąpienie muszę skrytykować. Czemu to robię? Oczywiście dlatego, że mam w tym korzyść

Maciek dzisiaj przekonuje, że kumoterstwo i nepotyzm są dobre. Otóż ja nie zgadzam się w 100% z tą tezą.
Może inaczej, uważam, że są gałęzi gospodarki, gdzie takie podejście jest dobre i jest to akceptowalne, a są też takie (poza sektorem państwowym, gdzie to nie powinno mieć miejsca)

Pierwszy argument pokazujący, że zatrudnianie po znajomości jest złe to taki, że Państwo musi kontrolować kto gdzie jest zatrudniany, dlatego, że dojście do strumienia pieniędzy jest zamykane poprzez układy, tym którzy są zdolni. Jak się to dzieje? Np gdy ja ciężko pracowałem, uczyłem się, inni pili, dobrze się bawili wyrabiali sobie znajomości. Dzisiaj niejednokrotnie Ci ludzie od flaszki mają lepsze pensje niż ja (miałem o czym dalej). Ja zarabiam, ale na innym rynku niż rynek pracy (teraz mam więcej zleceń, ale to tak nawiasem), jednak na rynku pracy osoby ze znajomościami radzą sobie lepiej. Pracodawca woli stracić, niż dać zarobić komuś, kto może mieć lepsze wyniki, a to dlatego, że tak chce. I tu pojawia się problem dyskryminacji itp, ale nie to jest najważniejsze. Przyjmijmy dla potrzeb rozważań, że dyskryminacja jest pochodną innego prawa, a mianowicie o niegospodarności. Można powoływać się na fakt iż, dyskryminacja jest pochodną socjalizmu, a można też spojrzeć na to inaczej. Otóż komuniści uważali, że tak zwany kapitalizm zawsze prowadzi do feudalizmu czyli, że zatrudniani są ludzie po znajomości czy po rodzinie, co godzi w interesy zdolniejszych, nie mających znajomości. Komunizm upadł, gdyż zatrudnianie głąbów po znajomości w rządzie doprowadziło do bankructwa Państwa (miedzy innymi to był powód – zwyżki cen w sklepach były pochodną walki z nadchodzącym bankructwem, które zapewne było problemami spłat kredytów międzynarodowych w czasie zapaści ekonomicznej na świecie). Żeby tego uniknąć, prawodawca ustanowił prawo gospodarcze o niegospodarności czyli jeśli prezes firmy – dajmy na to giełdowej, zatrudni po znajomości, mimo, że może zatrudnić specjalistę i firma straci 200 krotność najniżej krajowej pensji, tylko dlatego, że ten pracownik się nie nadawał, albo podjął złe decyzje jako kierownik, taki prezes firmy moim zdaniem popełnia przestępstwo i może trafić za kratki. Tu też mamy do czynienia, podobnie jak z państwowymi spółkami, z własnością wspólną i tu również należy uważać kogo zatrudniamy. Jeśli znamy kogoś i widzimy, że ten ktoś jest dobry, to mamy świetny układ, bo ufamy takiej osobie, wiemy, że jest dobra i to nam wystarczy by zaryzykować. Jeśli jednak widzimy dwie osoby – dwa różne CV i zatrudnimy w spółce giełdowej kogoś tylko po znajomości, a wiemy, że jest dość cienki, to wtedy możemy mieć problem, jeśli ta osoba coś źle zrobi i narazi firmę na straty. Dlatego ja nie zatrudniam w dużych spółkach osób po znajomości, wręcz wystrzegam się tego jak ognia.

Druga sprawa – małe firemki. Generalnie uważa się, że za niegospodarność nie należy karać właściciela małej firmy, który zatrudnia ciamajdę po znajomości, gdyż jeśli straci, to będzie to jego strata, nie wspólna jak to ma miejsce w przypadku spółek państwowych czy giełdowych. I z jednej strony uważam, że nie ma w tym nic złego. Z drugiej jednak lekko to kuje w oko. A kuje dlatego, że jednak większość firm w Polsce stanowią małe firmy. I tu pojawia się problem, co zrobić, gdy większość firm nie chce człowieka zatrudnić bo… Jeśli człowiek jest leniem, to zrozumieć można, jednak spotkałem się z sytuacjami, które ośmieszają pracodawców, udowadniają, że są oni w zmowie, tworzą kartele, zbijają stawki za pracę, np decydują, że ten i ten nie może zarabiać więcej niż… Oczywiście ja to przeskoczyłem, ale wymagało to wiele mojej pracy, oczywiście pokazałem, że mam kwalifikacje wyższe niż kierownicy tych firm i tym samym odbiłem część klientów tym ludziom. Jednak czy było warto? Sporo musiałem się namęczyć, efekty już są, ale dopiero zdominowanie rynku, na którym są te układy, pozwoli mi powiedzieć, że się opłacało. Widzimy z czym musimy walczyć. Z układem, który nie bardzo opłaca się rozbijać, ale też nie opłaca się akceptować. Układy są złe, niszczą gospodarkę

Wracając do poprzedniej myśli – dopiero wprowadzenie minimalnej stawki za godzinę przez PiS dało wzrost PKB i to dość spory. Widać ktoś był niedoceniany w pracy. Ja aktualnie jako webdeveloper nie schodzą poniżej 30 zł za godzinę mojej pracy, a zleceń przybywa. Ostatnio trafiały się też zlecenia, gdzie zarabiałem 50-60 zł za godzinę za dzień pracy czyli powiedzmy 300 zł za 5 godzin. W pracy bym tyle nie zarobił. Nie chwalę się, chcę przez to napisać, że podniesienie sztucznie pensji pokazało jak duży potencjał był w narodzie i w gospodarce, był on jednak tłumiony – a jakże – przez kumoterstwo i nepotyzm. Ktoś kto był zdolny dostawał jak za komuny niską pensją, taką samą, jak ktoś kto ni w ząb się nie znał na informatyce, ale był rodziną właściciela lub znajomym

Doba ma 24 godziny. Można się skupić na budowaniu relacji (to też kosztuje pieniądze i czas) albo na budowaniu kompetencji twardych. Ja skupiam się na tych 2. Czemu to robię? Otóż dlatego, że w mojej branży IT to jednak one są kluczowe. Dzięki temu, że dobrze robię strony internetowe, wiem jak je promować, mam bloga w TOP5 i klientów na strony internetowe, którzy mi sensownie płacą. Google nie patrzy na moje znajomości, algorytmy przyszłości nie będą patrzeć kogo znasz na FB, będą oceniać jakość pracy. Do tego rynek giełdowy. Możesz znać Karkosika, Jakubasa, ale i tak to Ty inwestujesz. Zapewne jak się dorobisz, to i tak poznasz większość z nich. Jestem prawie w stanie Ci zagwarantować to. Ale jeśli nie masz umiejętności, to co zdziałasz na takim raucie, na którym możesz ich poznać? Niewiele. Zapewne zarobi na tym tylko organizator. To jak z dyskoteką – owszem możesz poderwać dziewczyne, ale nikt Ci tego nie gwarantuje. Impreza czy to towarzyska czy biznesowa to tylko jedna ze sposobności poznania takich ludzi, ale znajomość z nimi nie bardzo sprowadza się do dostania lepszej pracy. Może, ale nie musi. Ja owszem dostałem parę razy na siłowni zlecenia, poznałem paru ważnych ludzi tu i tam, ale nie zawsze przekłada się to na współpracę, nawet jak masz kwalifikacje. Jednak ja nigdy bym nie brnął w znajomości, gdyż lepszym rozwiązaniem jest budowanie umiejętności (raczej twardych, miękkich w drugiej kolejności, bo są ważne), a dopiero potem znajomości

Które gałęzi gospodarki mogłyby przyjąć nepotystów z radością? Moim zdaniem branża Maćka Wieczorka jak najbardziej. Handel i marketing to świetny przykład gałęzi, gdzie można zatrudniać kogoś, bo się go lubi. Jeśli kogoś lubimy, to polubią go prawdopodobnie nasi klienci i taka osoba sprzeda nasze produkty. Ładna blondynka o długich nogach zapewne bardziej zachęci kogoś do kupowania suplementów diety na odchudzanie niż puszysta ruda po 40.
Jeśli jednak chodzi np o księgową, to nie wiem czemu lepiej zatrudnić ładną, która się myli co 10 fakturę i może sprowadzić na nas kontrolę ze skarbowego, skoro możemy zatrudnić Panią Basię, która ma 20 lat doświadczenia w wyliczaniu faktur, biały włos zabarwiony pazurem czasu i znikomy factor popełnianych błędów? Ja bym wolał Panią Basię od 25 letniej blondi na stanowisko księgowej. Mam nadzieje, że rozumiecie co mam na myśli. Są branże jak rozrywkowa, czy marketing, gdzie zatrudnianie po znajomości jest OK i są branże, gdzie jednak lepiej stawiać na kwalifikacje i zdolności np ekonomia, informatyka, medycyna itp itd

Czy uważam, że należy wsadzać do więzień nepotystów? W małych firmach nie. Jestem w stanie zrozumieć, że mała firma musi się koncentrować na ochronie kapitału i minimalizowaniu ryzyka. Ale nie zatrudnienie specjalisty, albo kogoś, kto racjonalnie byłby w danym momencie lepszym wyborem, tylko dlatego, że zatrudniamy kolesia jest złe. Jeśli ma się kompetencje, warto znajomości mieć, ale dla mnie to drugi obwód. Bez umiejętności nie ma sensu budowanie znajomości. Polityka też jest ważna, ale na rynku pracy obowiązuje prawo i pewne zasady, które generalnie popieram. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie starowinki na promocji nutelli. Jednak uważam, że każdą osobę można polubić w pewien sposób lub przynajmniej być tolerancyjnym (w ograniczonym zakresie oczywiście) jeśli tylko dobrze wykonuje swoją pracę (i akurat takiej osoby potrzebujemy). Praca i zarabianie pieniędzy to sposób na przeżycie dla wielu osób, dlatego nie należy dowolnie kształtować rynku pracy i należy współdziałać w celu zbudowania świata dla wszystkich, nie tylko dla znajomków

Ja oczywiście słucham audiobooka Dale Carnegiego „Jak zyskać przyjaciół i zjednać sobie ludzi”. Robię to gdy biegam latem. Jednak szacunek to jedno, a lubienie to drugie. Uważam, że ludzi ze skillami się szanuje, a tych drugich lubi. Wyobraź sobie, że osoby, które poszły do banku po kredyt we frankach, zapewne lubiły sprzedawców zwanych doradcami. Jednak specjalista, to nie osoba, która rozkochuje w sobie ludzi. To człowiek, który musi powiedzieć – „Hej, robisz źle, nie inwestuj w to, to nic, że Twój brat to kupił, źle zrobił, kup to i to”. Jak widzisz mamy tu rozbieżność na polu lubić, a być specjalistą, czasem trzeba wybrać, czy chcemy komuś pomóc, czy chcemy by nas lubił

A co Wy sądzicie o zatrudnianiu po znajomości? Czy familiada na rynku pracy jest dobra czy szkodliwa? Czy można dowolnie kształtować rynek przepływu pieniędzy?

 

Comments

  1. Czasami właśnie korzysta się ze znajomości żeby nie zatrudnić ciamajdy pracownika. skraca to też czas i koszty rekrutacji bo sprawdzamy osoby, za które ktoś ręczy , że się nadają i mają umiejętności

    jeśli pracownik firmy poleca kogoś innego do tej samej firmy to w jego interesie jest by on był jak najlepszy. bo jak się okaże że to cienias to wylecą oboje.

    nie rzadko to charakter i inne cechy miękkie świadczą czy ktoś dopasuje się do pracy i zespołu. każdej rzeczy nowej można się nauczyć np nowego języka programowania czy technologii. Nie da się jednak nauczyć sumienności, rzetelności, myślenia i umiejętności rozwiązywania problemów.

    raczej nie wyobrażam sobie by ktoś zatrudnił po znajomości kogoś kto nie ma pojęcia o danym stanowisku. (poza kolesiostwem partyjnym i urzędowym).

    1. Ja uważam inaczej. Moim zdaniem języka programowania uczy się dłużej niż umiejętności rozwiązywania problemów.
      Od dopasowania do zespołu jest kierownik (wyjazdy integracyjne, szkoły przetrwania itp, to buduje zespół, a nie dobór po znajomości, ale, żeby to wiedzieć, kierownik musi mieć wiedzę, a nie być oderwanym od flaszki). Sumienność moich zdaniem jest kwestią motywacji, a tu patrz znów kierownik za nią odpowiada. Ja nie raz widziałem, że jest 2 kandydatów, obaj znośni, ale jeden jest lepszy i niestety pracę dostawał ten słabszy po znajomości. Oczywiście pracę wykonywał, ale wedle zasad kapitalizmu powinien ją dostać ten lepszy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *