Czytam dzisiaj książkę pewnego mądrego amerykańskiego ekonomisty i czego się dowiaduję? Pisze on o upadku cywilizacji. Przedstawia coraz więcej argumentów za tezą, że ta cywilizacja upadnie. Takich przepowiedni, głównie motywujących ludzi do tego, by zaczęli żyć moralnie było na przestrzeni dziejów bardzo wiele. Czy jeśli ten człowiek ma rację, będziemy żyć w lepiankach?

Moim zdaniem nie będzie aż tak źle, że będziemy mieszkać w szałasach. Co nie zmienia faktu, iż przed załamaniem giełdy w 2007 roku, gdy wszyscy planowali gdzie pojadą za rok na wakacje, ja przypominałem sobie sztukę zbierania grzybów, bym miał z czym jeść ziemniaki. Może poprzednie zdanie śmiesznie brzmi, ale spodziewałem się w Polsce znacznie większego kataklizmu. Myślałem, że będziemy żyć jak w czasach II wojny światowej. Wiedziałem, że będą strajki, że będą ludzie wychodzić na ulicę i walczyć z policją o zmianę władzy. Na szczęście obeszło się bez takich starć w Polsce. Były jednak chociażby w Grecji i jeśli pamiętacie, takich walk było znacznie więcej na świecie – rządy upadały. Czy tym razem będzie podobnie? Moim zdaniem za jakiś czas spotka nas znacznie potężniejszy kryzys niż do tej pory. Pan Kolonko z Bankiera ma rację, że „drukowanie” pieniędzy skończy się źle, ale nie będzie to moim zdaniem tak szybko jak mu się wydaje.

Jak pisałem, bezrobocie się zmniejsza, ale więcej osób idzie do prac w mniej wymagających zawodach. Dzisiaj spotkałem kolegę, który studiuje Bezpieczeństwo Wewnętrzne i pracuje jako… kelner, inny kolega robił doktorat, pracuje jako ochroniarz. PKB rośnie jak szalone… po uwzględnieniu szacunkowych dochodów z prostytucji i handlu narkotykami (oczywiście popieram włączenie tego do PKB). Wzrost kursu franka sprawi, że Polacy będą mniej płacić za żywność w sklepach oraz wydawać mniej na rozrywkę i inne produkty i usługi, gdyż ich przepływ pieniądza będzie sprowadzał się do zaspokojenia roszczeń banku w pierwszej kolejności.

Następuje degradacja społeczeństwa. Coraz więcej fajnych dziewczyn poznaję, które nie chcą mieć dzieci, bo wiedzą, że nie będą w stanie ich odpowiednio wykształcić, a czasem nawet utrzymać. Coraz więcej osób jest zastępowanych przez komputery, aplikacje itp. Zamiast wykorzystywać ten proces do budowania innowacyjnych rozwiązań, ludzie starają się zmniejszać cenę, zmniejszając coraz bardziej ilość osób, które mogą zarobić na danym towarze. Owszem osoby, które mają pieniądze, mogą konsumować więcej, ale te które nie mają pieniędzy, żyją na minimum socjalnym. Ja również zamierzam tworzyć własne sklepy internetowe, docierać do większej ilości osób poprzez internet. Nie ma innego wyjścia. Jeśli sprzedawcy nie chcą odpowiednio wynagradzać, trzeba budować własne kanały sprzedaży i konkurować. Jest to jedyna szansa by zbudować sensowne zyski dające się utrzymać. To także jedyna szansa, by ciężką pracą zbudować dobrobyt na świecie. Inaczej tego nie widzę. Problemem jest jednak to, że nowe osoby wchodzą na rynek i zamiast robić innowacje, robią konkurencje istniejącym firmom i potrafią jedynie zdobywać klientów ceną. To jest niekorzystne zjawisko dla całej gospodarki.

Myślą, która mną dzisiaj najmocniej wstrząsnęła podczas czytania książki jest sentencja – „Dzisiaj bogactwa się nie tworzy, dzisiaj bogactwo się odbiera innym”. Tak właśnie wygląda biznes dzisiaj w Polsce i na świecie. Kolejne osoby wchodzą na rynek, nie tworzą nowej jakości, tylko zmniejszają cenę by odebrać klientów konkurencji. Uważam, że każdy powinien mieć szansę, ale współpraca z firmami, które oferują najniższą cenę skutkuje tym, że może ona zniknąć z rynku. Natomiast budowanie stałych relacji z dostawcą, który ma wyższe ceny może skutkować bezpieczeństwem oraz obniżeniem ceny przy długiej współpracy, czego dowiemy się chociażby z „Biblii e-biznesu” – polecam przeczytać. Zaniżanie cen nie jest tylko winą nowych uczestników rynku. To także wina przedsiębiorców, że nie umieją zagospodarować nowych rąk do pracy, a jeśli już to dają im niskie wynagrodzenie i umowę zlecenie lub o dzieło, co nie jest korzystne dla pracowników.

Oprócz wojen cenowych występuje cała masa innych działań, które mają za zadanie wydrenować społeczeństwo z pieniędzy. Nie chodzi tu tylko o postarzanie produktów, ale o całą masę innych zjawisk, które są niekorzystne. Każdy dziś myśli, że jest sprytniejszy niż inni. Frankowcy zamiast udać się po poradę do niezależnego doradcy finansowego, woleli iść do banku i się nie zabezpieczyli, bo nie było to już w interesie banku. Sprzedawcy w banku sprzedawali to co im się opłacało, a nie klientom. Pracodawca zapłaci tyle, ile musi i nic więcej nawet jeśli pomożesz mu zarobić więcej niż kolega biurko obok. Są też pracodawcy, którzy nic nie zapłacą, ogłoszą upadłość, majątek rozkradną, poukrywają po rodzinie. Pożyczkobiorcy spłacają jakiś czas, potem udają, że popadli w tarapaty i nie oddają reszty kapitału jak na kokos.pl (przestrzegam przed pożyczaniem tam pieniędzy ludziom!).
Widząc i rozumiejąc to wszystko, możemy być pewni, że kolejny kryzys nastąpi. Do tego czasu „kataryna” powinna się kręcić i dawać zarobić. Jak długi to czas? Tego zapewne nie wie nikt, jednak trzeba śledzić wydarzenia i informację, by być gotowym na nadejście drugiego, moim zdaniem większego kryzysu.

Na szczęście widzę również „światełko w tunelu”. Są to zagraniczne innowacje, które zmieniają świat. Nowe wynalazki, materiały, nanotechnologia, technologie mobilne, IT, nowe komputery, HoloLens, odkrycia medyczne i inne, które mam nadzieje uchronią nas przed całkowitym upadkiem cywilizacji. Dlatego jestem za wspieraniem tych nowinek, oczywiście w rozsądnym zakresie. Bezsensem jest, gdy przedsiębiorca budowlany czy prawnik nie chce mieć swojej wizytówki internetowej. Z drugiej strony bezsensem jest również oddawanie swoich wszystkich danych firmie google i bycie non stop atakowanym przez reklamy. Trzeba zachować umiar i inwestować w miarę możliwości tak, by przynosiły one wymierne korzyści

Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *